Marcin Komorowski od początku sezonu prezentuje wysoką formę i jest ważnym ogniwem rewelacji rosyjskiej Priemjer Ligi – Tereka Grozny. 28-letni zawodnik gra na pozycji stopera, ale w ostatnim meczu reprezentacji Polski z Urugwajem, wystąpił na lewej stronie obrony i zaprezentował się nieźle.




W poniedziałkowym spotkaniu 16. kolejki rosyjskiej Priemjer Ligi z FK Krasnodar szykuje się pan do gry na środku obrony czy na lewej stronie?
Nie, no raczej na środku (śmiech). Jako stoper gram w Tereku od samego początku, w tym sezonie również.



W ubiegłą środę zagrał pan w meczu reprezentacji Polski z Urugwajem na boku obrony. Mimo porażki, zaprezentował się pan nieźle i podobno Waldemar Fornalik rozważa zostawienie już pana na tej pozycji, ponieważ wygląda dużo lepiej od Jakuba Wawrzyniaka.


Kuba doznał kontuzji i nie mógł zagrać z Urugwajem. W dniu meczu, zaraz po obiedzie, trener Fornalik wziął mnie na rozmowę i zakomunikował, że chce, abym zagrał na lewej obronie. Powiedziałem, że jestem gotowy.

Jest pan zadowolony ze swojego występu? Trener Fornalik pana pochwalił.


Nie czytam gazet i nie wiem, kto i co mówi. Jeśli selekcjoner mnie pochwalił, to bardzo miło. Nie jestem jednak zadowolony, bo nie można takowym być, kiedy traci się trzy gole i przegrywa. Aczkolwiek nie można zrzucać winy za porażkę na samych obrońców. Broni i atakuje cały zespół. Kiedy napastnik nie strzela goli, to także nie jest tylko jego problem. Przecież ktoś musi mu piłkę zagrać. Urugwaj był lepszy, przegraliśmy. Musimy wyciągnąć wnioski i ciężko pracować, aby w kolejnym meczu było lepiej.

Jak czuł się pan na lewej obronie?


Na pewno nie była to dla mnie żadna nowość, gdyż wcześniej występowałem już na tej pozycji. Nawet do Legii przychodziłem jako lewy obrońca. Później trener Maciej Skorża przekształcił mnie na środkowego defensora i uważam, że był to strzał w dziesiątkę. I dla mnie, i chyba dla samej Legii, która miała akurat zapotrzebowanie na pozycji stopera. Iñaki Astiz i Dickson Choto borykali się kontuzjami. Wszedłem w ich miejsce i okazało się, że bardzo dobrze czuję się na środku. Odpowiada mi ta pozycja.

Nie ma więc chyba sensu pytać, czy lepiej czuje się pan na środku, czy na boku, skoro to był strzał w dziesiątkę…


Oceniając z perspektywy czasu – rzeczywiście, lepiej jest mi na środku. Aczkolwiek na lewej stronie również nie czuję żadnego dyskomfortu i jeśli trener potrzebuje, abym tam zagrał, nie ma problemu.

Od początku sezonu prezentuje pan wysoką formę, gra regularnie w Tereku i jest jednym z najlepszych stoperów w rosyjskiej Priemjer Lidze. Nie czuje się pan trochę rozczarowany, że w reprezentacji nawet nie dostał szansy zagrania na środku obrony?


Po prostu przyjeżdżam na zgrupowanie i gram tam, gdzie widzi mnie trener. Staram się jak najlepiej wywiązywać ze swoich obowiązków. Teraz byłem potrzebny trenerowi Fornalikowi na boku defensywy, ale kto wie, może w nowym roku będzie możliwość sprawdzenia mnie na środku.

Mecz z Urugwajem miał być dobrym pożegnaniem 2012 roku, ale Urugwajczycy nie dali szans. Choć trzeba uczciwie przyznać, że dobre momenty w grze reprezentacji Polski też były, a wynik towarzyskiego meczu nie jest najważniejszy.


Chcieliśmy pożegnać się zwycięstwem, ale nie udało się, przeciwnik tego dnia był zbyt mocny. Na pewno w naszej grze było dużo negatywów, ale i pozytywy. Mecze towarzyskie są formą zgrywania drużyny i możliwością sprawdzenia zawodnika na danej pozycji. Dlatego raz jeszcze powtórzę, że musimy dokładnie przeanalizować to spotkanie i iść do przodu. Najważniejsze są dla nas teraz dwa najbliższe mecze eliminacji mistrzostw świata 2014, czyli starcia z Ukrainą i San Marino. Musimy je wygrać. To już jednak w nowym roku, teraz koncentruję się na grze w klubie.

W poniedziałek Terek zagra na wyjeździe z FK Krasnodar.


Fajnie, że to spotkanie jest dopiero dzisiaj, mieliśmy trochę czasu, aby odpocząć po meczach reprezentacji. FK Krasnodar jest średniakiem ligi rosyjskiej, ale gra bardzo dobrze u siebie. Problemy ma tylko na wyjazdach. Musimy być maksymalnie skoncentrowani i przygotowani na mocną walkę.

Terek miał rewelacyjny początek rozgrywek, byliście nawet liderem. Ostatnio

nie udaje się jednak osiągać tak dobrych wyników.


Mieliśmy bardzo trudne mecze. Graliśmy z faworytami, choćby z CSKA Moskwa (1:2) czy Anży Machaczkała (1:3). Poza tym liga rosyjska jest w tym sezonie wyjątkowo wyrównana, silna i trudna. Jest wiele bardzo dobrych drużyn, w których grają klasowi zawodnicy. Co kolejkę jest jakieś bardzo ciekawe spotkanie, po prostu hit. Zespoły z miejsca 1-6 są bardzo blisko siebie i każda wygrana któregoś z nich i porażka innego, może wywrócić tabelę do góry nogami. My rzeczywiście mieliśmy świetny początek, ostatnio nie było już tak rewelacyjnie, ale cały czas trzymamy poziom. Liczę, że niedługo znowu będziemy wygrywali mecz za meczem. Patrząc w tabelę, czekają nas teraz dosyć łatwe spotkania, ale nie powiem, że to będą spacerki. Na każde z nich musimy być odpowiednio przygotowani, bo mamy dużą szansę powalczyć o trzy punkty i nie możemy jej zmarnować.

Apetyty po dobrym początku urosły? O co w tym sezonie będzie walczył Terek?


Mamy określony cel, ale nie powiem, że będziemy walczyli o mistrzostwo. Dinamo

Moskwa przed sezonem tak zapowiadało i mimo że cały czas ma dobry skład, początek ligi nie wyszedł i nie ma już szans na pierwsze miejsce, a walczy o utrzymanie. Życie się różnie układa… My chcemy wygrywać każdy kolejny mecz, zdobywać punkty. Mamy bardzo dobry, wyrównany skład. Nawet kiedy przez kontuzję wypadł Maciek Rybus, który był jednym z liderów, wszedł za niego kolejny zawodnik i nie było drastycznej zmiany. Dalej wygrywaliśmy. Ja ostatnio również nie grałem, a szansę dostał Antonio Ferreira i spisał się OK. W drużynie są rotacje, a najbardziej buduje to, że zawsze gramy o zwycięstwo. Wszystko się w Groznym zmieniło. Przecież jeszcze rok temu biliśmy się o 11 czy 12 miejsce. Teraz mierzymy wyżej.

Polacy trzęsą szatnią Tereka?


No, jasne, że trzęsą (śmiech). A tak całkiem serio, to fajnie, że jesteśmy w drużynie we czwórkę, bo zawsze jest się do kogo odezwać, można porozmawiać, a dogadujemy się bez problemu. Jednemu Polakowi w Tereku byłoby dużo trudniej.

Tylko pan z Polaków gra teraz w pierwszym składzie.


Piotrek Polczak cały czas walczy o miejsce. Rybus dochodzi już do siebie po kontuzji. Maciek Makuszewski zresztą też, bo w niedawnym meczu z Lokomotiwem Moskwa doznał urazu. Kto wie, może już niedługo w składzie Tereka wybiegnie czterech Polaków.




Rozmawiał Paweł Drażba

Źródło: Eurosport