Na 25 lat więzienia krakowski sąd okręgowy skazał Marka K. oskarżonego o zabójstwo swojej ciężarnej dziewczyny. Według sędziów mężczyzna nie zaplanował zbrodni, ale działał w zamiarze podjętym nagle. To już trzeci wyrok w tej sprawie. Nie jest prawomocny.

Według prokuratury zabójstwo było zaplanowane, a sprawca chciał ukryć ciążę ofiary, ponieważ miał zamiar związać się z inną dziewczyną. Prokurator oraz oskarżyciel posiłkowy żądali dla Marka K. kary dożywocia. Obrońcy dowodzili przed sądem, że mężczyzna nie zabił z premedytacją, a działał chaotycznie, w improwizowany sposób.

Jak podkreśliła w uzasadnieniu wyroku przewodnicząca składu sędziowskiego sędzia Beata Marczewska, nie ma wątpliwości, że to Marek K. jest sprawcą zabójstwa – potwierdził to on sam oraz opinie biegłych. Biegli obalili też wersję przedstawianą przez oskarżonego, że dziewczyna sama upadała i nadziała się na nóż.

W uzasadnieniu wyroku przywołano opinię z prowadzonych dwukrotnie obserwacji psychiatrycznych Marka K. Według specjalistów mężczyzna ma głęboko zaburzoną osobowość – jest egocentryczny, impulsywny, wykazuje niski poziom empatii, jego zachowanie cechuje najpierw działanie, a potem myślenie. Zdaniem biegłych ma on też bardzo wysoki poziom ogólny agresywności oraz skłonność do patologicznego kłamstwa i manipulowania ludźmi.

„Zrobił to na zimno, nie planując”

Sąd nie znalazł bezpośrednich dowodów na to, że mężczyzna zaplanował zabójstwo na wypadek, gdyby potwierdziło się, że dziewczyna jest w ciąży. Jak mówiła sędzia, zacieranie śladów zbrodni i dążenie do uniknięcia odpowiedzialności nie dowodzi jeszcze, że „zachowanie było zaplanowane przed przystąpieniem do realizacji zbrodni”.

Jak podkreślono w uzasadnieniu wyroku, nie ma też dowodów, że mężczyzna przygotował wcześniej narzędzia zbrodni, ale sięgał po to, co miał pod ręką w kuchni: po patelnię, wałek i nóż kuchenny. Według sędziów Marek K. działał w zamiarze podjętym nagle, w sposób bardzo brutalny i kierował się motywami zasługującymi na szczególne potępienie.

– 25 lat więzienia to kara dla oskarżonego zasłużona, uzasadniona motywacją działania i przebiegiem tej zbrodni.( ) Oskarżony pozbawił życia młodą dziewczynę oraz swoje nienarodzone dziecko. Zrobił to na zimno, nie planując, ale dając wyraz swoim partykularnym interesom swojego wygodnego życia – podkreśliła sędzia Marczewska.

Według sądu, gdyby ciąża Marty B. wyszła na jaw, Marek K. musiałby się przyznać przed Moniką K., że jednocześnie był związany z drugą dziewczyną. To oznaczałoby dla niego koniec pomocy ze strony Moniki K. i jej rodziny.

Trzeci wyrok

Prokuratura rozważy apelację po zapoznaniu się z pisemnym uzasadnieniem wyroku. Nie wiadomo, czy będą się odwoływać obrońcy Marka K. – Nie zgadzam się, że nie ma dowodów na zaplanowanie tej zbrodni – mówił po ogłoszeniu wyroku ojciec Marty B. Jego zdaniem wyrok powinien być surowszy.

28-letni Marek K. został też skazany na pozbawienie praw publicznych na 10 lat. Mężczyzna od siedmiu lat przebywa w areszcie. Okres ten sąd zaliczył na poczet orzeczonej kary.

Mężczyzna dwukrotnie był już skazany na 25 lat pozbawienia wolności w poprzednich procesach. W 2008 r. sąd uznał, że zbrodnia była zaplanowana, ale wyrok ten został uchylony z przyczyn formalnych. W kolejnym procesie sąd również wymierzył oskarżonemu karę 25 lat więzienia i orzekł, że zabójstwo nie było planowane. Ten wyrok też był uchylony.

„Chciał jej pomóc”?

Zabójstwo 16-letniej Marty B. to jedna z najgłośniejszych zbrodni popełnionych w ostatnich latach w Krakowie. Dziewczyna zaginęła na początku kwietnia 2006 r.

W jej poszukiwania zaangażowanych było tysiące osób, także jej chłopak Marek K. Mężczyzna pozostawał w kontakcie z rodziną nastolatki, a jednocześnie zacierał ślady zbrodni.

Po trzech tygodniach ciało dziewczyny odnaleziono w zbiorniku wodnym w okolicy podkrakowskich Niepołomic. Miała rany po 36 ciosach nożem. Marka K. zatrzymano następnego dnia. Podczas śledztwa przyznał się do zabójstwa. Jak tłumaczył, jego przyczyną był pozytywny wynik testu ciążowego.

Mówił, że Marta B. w histerii odepchnęła go i upadła, wbijając sobie w gardło ostrze noża, który trzymał w ręku. Wtedy zadał jej pozostałe ciosy, ponieważ „chciał jej pomóc” w skróceniu cierpień i „obawiał się, że nikt mu nie uwierzy”.


Źródło: tvp.info