Patrzę przez szeroki kamienny wąwóz na starożytne mury Kamieńca Podolskiego i wyobrażam sobie, jak musieli reagować na ten widok dowódcy hord najeźdźców. Myślę, że musieli być zdrowo zdeprymowani.

niemal w całości otoczone wąwozem wypłukanym w skałach przez zataczającą w tym miejscu pętlę rzekę Smotrycz.
Gdybyś był najeźdźcą chcącym wkroczyć z wojskami do miasta, musiałbyś najpierw sprowadzić ludzi ze skalnej ściany wysokiej na ponad 30 m, a potem ich przeprowadzić przez rzekę, która dzięki specjalnemu systemowi zapór mogła być mocno spiętrzona.

A gdyby udało ci się ją pokonać, na drugim brzegu czekałaby cię wspinaczka na kolejną skalną ścianę. Po takiej przeprawie i wspinaczce twoi ludzie zapewne mieliby wszystkiego serdecznie dosyć – nawet jeśli nie liczyć faktu, że przez cały ten czas uzbrojona załoga miasta strzelałaby do nich jak do tarczy.

A gdyby nawet udało się już pokonać te wszystkie przeszkody – to po wspięciu się na górę twoi żołnierze stanęliby dopiero pod murami obronnymi ("Hej, durnie, chyba nie zapomnieliście drabiny?!").
Oczywiście, zamiast pokonywać wąwóz i rzekę, moglibyście próbować przejechać po prostu wąskim przesmykiem w miejscu, w którym jej pętla się otwiera. Tyle, że przesmyku strzegł potężny kamienny bastion, przypominający konstrukcje z mrocznych baśni, najeżony blankami, wieżami i strzelnicami.

Mury obronne Kamieńca nadal stoją, ale dziś bramy miejskie są szeroko otwarte dla przybyszów. A jeśli chcesz dostać się do twierdzy – nic prostszego, wystarczy kupić bilet za równowartość niecałych 2 dolarów.
Nikt nie wie, kiedy po raz pierwszy wykorzystano tę naturalną cytadelę do obrony przed atakującym wrogiem. Wiadomo, że twierdza istniała już w XI wieku. W 1240 roku miasto najechali Mongołowie – po tych wydarzeniach wzmocniono i rozbudowano mury.

Starsza z dwóch fortec broniących dostępu do miasta zaczęła przybierać obecny kształt w XIV stuleciu. Jej mury mają 14 m wysokości i ponad 4 m grubości. W 1621 roku na wprost starej fortecy zbudowano nową, o masywnych ziemnych murach.

Mury Kamieńca w kolejnych wiekach odparły ponad 50 najazdów i oblężeń. Według legendy w 1621 roku, oblegający miasto sułtan turecki zapytał, kto postawił tak potężną twierdzę. "Zbudował ją sam Allah" – padła odpowiedź. "To niech ją sobie Allah zdobywa" – odparł sułtan i zrezygnował z oblężenia.
Warownią niezwykle trudno było zawładnąć w bezpośrednim ataku – ale były inne metody. W 1393 roku litewski książę podbił miasto dzięki sprytnemu wykorzystaniu sporów wśród obrońców.

W 1672 roku pod murami pojawiła się potężna turecka armia – na każdego obrońcę Kamieńca przypadało 60 najeźdźców. Kiedy wreszcie udało im się zdobyć miasto, wjeżdżający do niego sułtan Mehmed IV demonstracyjnie podeptał zdobyte ikony.
Aby obejrzeć pozostałości nowej twierdzy, nie trzeba kupować biletów. Wewnątrz starej twierdzy można zobaczyć, jak w dawnych czasach żyli jej obrońcy.


Jest tu m.in. głęboki otwór, w którym trzymano niewypłacalnych dłużników i niezwykła machina przypominająca ogromny kołowrotek dla chomika, która służyła do czerpania wody z rzeki.
Dziwicie się, że tak potężna i doskonale zachowana twierdza znajduje się akurat na Ukrainie? Nic w tym niezwykłego.
Jak Mezopotamia była kolebką naszej cywilizacji, tak tereny dzisiejszej Ukrainy można by chyba nazwać kolebką podbojów. Kraj jest tu płaski, równinny, a przy tym niezwykle żyzny i bogaty, doskonały tak do uprawy, jak i do wojaczki.

Przez całe wieki przechodziły tędy armie Scytów, Mongołów, Tatarów, Kozaków, wojska rosyjskie, polskie, tureckie, litewskie, austriackie, węgierskie, szwedzkie, angielskie, greckie, niemieckie… Nic dziwnego, że mieszkańcy poświęcali dużo czasu i środków na budowę potężnych umocnień.

Na Ukrainie znajdziemy dziś ponad 300 różnych twierdz i zamków – od warownych klasztorów nad Dnieprem po samotne wieże strażnicze nad Morzem Czarnym.

Ale twierdza w Kamieńcu Podolskim jest największa i niewątpliwie najbardziej imponująca. Najstarsza cześć miasta, otoczona zakolem rzeki, ma nie więcej niż 800 m długości, pełna jest historycznych gmachów i starych kościołów.
Krążąc brukowanymi uliczkami dotarliśmy do Bramy Wietrznej (nazwanej tak na pamiątkę wydarzenia z 1711 roku, kiedy to nagły powiew wiatru miał czelność strącić nakrycie głowy samemu carowi Piotrowi Wielkiemu) i częściowo odbudowanej Bramy Polskiej, strzegącej przeprawy przez rzekę.
Bardzo ciekawy jest także stary ratusz miejski, w którym dziś znajdują się trzy małe muzea, a także pobliskie ruiny ormiańskiego kościółka z XV wieku. Przy katedrze św. Piotra i Pawła do dziś stoi siedemnastowieczny minaret – pozostałość po czasach, kiedy miastem rządzili Turcy.

Kiedy w 1699 roku na mocy traktatu pokojowego miasto odzyskali Polacy, minaret pozostawiono, ale na jego szczycie ustawiono figurę Matki Boskiej. Do wszystkich najciekawszych miejsc można dojść kierując się za drogowskazami w języku ukraińskim i angielskim.
Na terenie starego miasta działa kilka hoteli, kilka kolejnych można znaleźć na terenie nowego miasta, gdzie w ciągu kilkunastu minut można dojść piechotą. My zatrzymaliśmy się w hotelu na drugim brzegu rzeki, 10 minut piechotą od najstarszej części Kamieńca.

Stare miasto doznało poważnych zniszczeń w czasie II wojny światowej. Wiele szarych, powojennych bloków zostało ostatnio zastąpionych nowoczesnymi budynkami naśladującymi styl sprzed wieków.
Wielu fachowców – takich jak Irina Pustynnikowa, ukraińska specjalistka w dziedzinie zamków i twierdz – uważa, że źle się stało: można było przecież na podstawie starych rysunków i obrazów przeprowadzić dokładną odbudowę dawnego Kamieńca, ale lokalne władze zdecydowały się na działania przyciągające inwestorów. Moim zdaniem nowe budynki nie wyglądają szczególnie "disnejowsko", ale może fachowcy oceniają to inaczej.

Przez całe wieki miasto zamieszkiwali przedstawiciele różnych nacji – Polacy, Ukraińcy, Rosjanie, Żydzi, Ormianie. Pierwsze deportacje zaczęły się dopiero w czasach władzy radzieckiej – a potem przyszła II wojna światowa i hitlerowska okupacja.

Naziści dopuścili się potwornych zbrodni – w sierpniu 1941 roku w pobliżu Kamieńca w masowych egzekucjach wymordowano ponad 23 tys. Żydów.
Ta historia nie znajduje wiele miejsca w przewodnikach turystycznych i programach wycieczek – ale właśnie ona przyszła mi do głowy, kiedy zwiedzałem potężne umocnienia Kamieńca.
Warowne bramy i mury obronne to dla nas dziś po prostu zabytki architektury, patrzymy na nie jak na obiekty jakby żywcem przeniesione ze starych opowieści.

Łatwo zapominamy, że ludzie wznosili je ze strachu, zdając sobie sprawę, jaką cenę mogą zapłacić, jeśli ulegną najeźdźcom.