Przypominamy że użytkowanie forum jest równoznaczne z akceptacją zasad regulaminu oraz wyrażeniem zgody na używanie plików Cookies.
Odpowiedz na ten temat
Pokaż wyniki od 1 do 2 z 2, 592 odsłon

Ogólnie o grach - dyskusja, zapowiedzi, trailery.

Temat: Recenzja Rambo: The Video Game

Tagi tematu:
  1. Post #1
    Ewelinka ; *
    Avatar Rupiec
    O użytkowniku

    Dołączył
    2130 dni temu
    Mieszka w
    Wyce ! ; D
    Wiek
    19
    Postów
    2,416
    Status
    Offline
    Społeczności

    Recenzja Rambo: The Video Game

    Ostatnio w growych mediach najpopularniejsze tematy to Flappy Bird, symulator kozy i Rambo. Wszystkie te produkcje mają ze sobą coś wspólnego.


    O Rambo słyszał każdy, każdy też, kto urodził się w zamierzchłych dla dzisiejszych gimnazjalistów czasach, Rambo chciał być. Za młodu robiło się łuki z patyków, granaty z kamieni, a czerwona opaska na czole już dawno zdobyła miano kultowej. Dziwnym trafem pół świata nosiło też włosy w stylu Rambo, czego akurat do dziś zrozumieć nie mogę, ale cóż… moda to moda. Coś jak dzisiejsze legginsy w koty przemierzające wszechświat.

    Rambo to film tak głęboko zakorzeniony w kiczu lat osiemdziesiątych, że obejrzenie tego dziś na trzeźwo może nie skończyć się dobrze. Uwierzcie mi, próbowałem. Długo nie musiałem czekać, aż puszka mnie do siebie przekona. Z pożytkiem dla filmu i dla mnie rzecz jasna. Lata osiemdziesiąte, gdyby je spersonifikować, powiedziałyby zapewne w tym momencie coś w stylu "sorry, taki mieliśmy klimat", a Hulk Hogan pokiwałby głową. I mieliby rację.

    Po tę ikonę do spółki z brytyjskim wydawcą Reef sięgnęło studio z naszego podwórka - Teyon. Polacy tworzący grę o amerykańskim komandosie dla Anglików? Czy to w ogóle mogło się udać? I tak, i nie.


    No dobra, nie oszukujmy się - gra jest świetna! To oczywiście żart. I tak nikt mi nie uwierzył. Chciałem was jednak nastawić do tego tytułu dość pozytywnie, bo mimo narzekań wystawiłem jej - co widzicie już z boku strony - relatywnie wysoką notę. Za co, po co i dlaczego dowiecie się z tekstu. Ha, teraz już musicie go przeczytać.

    Rambo: The Video Game reprezentuje sobą gatunek gier zwanych w naszym pięknym kraju "celowniczkami", a bardziej opisowo - shooterem na szynach. W ogólnym rozrachunku i nie zagłębiając się bardzo w szczegóły, wyjaśnię, że chodzi w zasadzie dokładnie o to samo, co w Call of Duty, z tym, że kumpel podwędził nam klawiaturę mówiąc "ja biegam, ty strzelasz". Reszta mniej więcej pozostaje bez zmian. Jeżeli na wspomnienie takich tytułów, jak Virtua Cop czy House of the Dead zacząłeś już rzewnie płakać, to wiedz, że w tym płaczu masz kompana w postaci mojej osoby i tak sobie chlipiąc przejdźmy do dalszej części tekstu.




    Podejmując się stworzenia gry w takiej, a nie innej konwencji, nie da się uniknąć ogromnych kompromisów czy rzeczy bardzo umownych. W każdej niemal sekundzie ekran zalewany jest kolejnymi falami przeciwników, którzy z kolei zalewani są kolejnymi falami ołowiu z naszych karabinów, pistoletów, wyrzutni rakiet, czy łuku. Chociaż nie, łuk chyba nie strzela ołowianymi strzałami…

    Chwytając za myszkę (w wersji dla myszkosceptyków - za pada) czułem się, jakbym znów przehulał kolejną monetę z kieszonkowego w automacie gdzieś w nadmorskim kurorcie. Do pełni szczęścia zabrakło smrodu wędzonej ryby i zgrzybiałego pomieszczenia, w którym gorące powietrze smętnie mieli terkocący nad głową wiatrak. To wszystko polecam zastąpić sobie srogą porcją piwa. Sami się o tym przekonacie po pół godziny gry, więc lepiej mieć zapas zawczasu.



    Dlaczego? Ano dlatego, że nasz cyfrowy Rambo przed współczesnymi shooterami pod względem zagęszczenia akcji i kiczowatej fabuły wstydzić się nie musi. W ciągu pierwszej godziny zmniejszamy ludność Wietnamu o połowę, uciekamy z komisariatu policji, po czym zabijamy strzelającego ze śmigłowca snajpera rzucając w niego kamieniem. Serio. I to jest w tej grze piękne. Tutaj nikt nie silił się nawet na udawanie, że to będzie głęboka filozoficzna historia o przemianie złego człowieka w relatywnie jeszcze gorszego. Tu trzeba się bawić. To lata osiemdziesiąte - kicz, przesada i AIDS. Chociaż tego ostatniego gra nam chyba nie dostarcza.



    Arcade, zręczność, celne oko i szybkie przeładowanie - to tagi, którymi Rambo: The Video Game powinno być oznaczone na Steamie, gdyby do systemu opisów nie dobrali się trolle. W łapach nasz Sylwek trzyma zawsze jedną giwerę, drugą ma schowaną "na później". Dodatkowo może nosić granaty, łuk (wybuchające strzały rzecz jasna są) i nieskończoną ilość amunicji. Od czasu do czasu bierze udział w sekwencjach QTE, a i podczas przeładowania broni może zaryzykować mini-gierką, w której wygrana oznacza podwójny magazynek, a przegrana - dwukrotnie mniejszy. Nie wiem, jakie miałoby to przełożenie na rzeczywistość, ale w grze się sprawdza całkiem nieźle.

    I tak oto przemierzamy kolejne misje, odsyłając do piachu kolejne zastępy wrogów w Stanach, Wietnamie i Afganistanie. Jeżeli jednak myślisz, że wszystkie akcje wykonywać będziemy w stylu (nomen omen) Rambo, to grubo się mylisz. Znajdziemy tu elementy skradankowe (z braku możliwości bezpośredniego skradania się wykonane w systemie Quick Time Events), demolowanie budynków, bonusy za rozbrajanie przeciwników zamiast ich zabijania, czy w końcu walka z różnymi typami wrogów. Pojawią się także pojedynki na wodzie, niszczenie min, omijanie pocisków moździerzowych. Dzieje się niemało.



    Do tego wszystkiego dochodzi możliwość odpalenia furii, kiedy czas zwalnia, a my z każdym zabójstwem doładowujemy sobie pasek życia. Tak, oczywisty absurd, ale grywalny! Żeby tego było mało, po każdej z misji nagradzani jesteśmy punktami doświadczenia, którymi odblokujemy kolejne pozycje na drzewku rozwoju, a także dobierzemy kilka umiejętności specjalnych. Mało? Są jeszcze wyzwania odblokowujące nowe wyposażenie, które pomoże nam nabijać jeszcze wyższe score'y. Wyniki znaczy się.

    Tak, grafika jest brzydka, ale sam Stallone nigdy piękny nie był, więc każdego, kto narzeka na komiczny model postaci odsyłam do pierwszego filmowego Rambo. Tam wcale nie jest lepiej! Poza tym po kilku kwadransach na grafikę po prostu przestałem zwracać uwagę będąc zbyt pochłoniętym bawieniem się jak dziecko prostą zabawką. Jeżeli pół świata świetnie się bawi przy Flappy Bird, a drugie pół niecierpliwie czeka na symulator kozy, to Rambo: The Video Game zasługuje na tytuł Game of the Year, bo w ten kanon kiczu i radosnego bezsensu wpisuje się znakomicie. No i w końcu to Rambo!



    Fanom filmu mogę powiedzieć, że przerywniki filmowe dają radę, fabuła jest opowiadana dosyć spójnie i mniej więcej trzyma się tego, co znamy z filmu (a więc niekoniecznie z książki). Głos samego Rambo brzmi poprawnie, chociaż całe udźwiękowienie jest bardzo nierówne i momentami nie wszystko dokładnie słychać (i nie mówię tu wyłącznie o aparacie mowy Sylwestra). No i niektóre przerywniki filmowe najzwyczajniej w świecie dobrze wyglądają.

    Gra starcza na jakieś 5 godzin, plus dodatkowe wyzwania i możliwość poprawiania swoich wyników. Jest też możliwość kooperacji dwóch graczy (także na PC, po podłączeniu pada), co zmienia Rambo: The Video Game w jedną z lepszych gier na dwuosobowe, suto zakrapiane imprezy. W akademikach wieszcze dużą popularność. Zaporowa jest jedynie cena. Prawie 100 złotych za taką grę na PC to zdecydowanie za dużo. Czekać aż stanieje i brać, bo jest w tym moc. Wprost z lat osiemdziesiątych.

    PLUSY:

    Szybka akcja
    Całkiem zróżnicowana
    Po prostu bawi


    MINUSY:

    Krótka
    Nie wygląda i nie brzmi najlepiej
    Kicz, chociaż to minus nie dla wszystkich
    Wygórowana cena w dniu premiery

    Zródło : •• Gamezilla - serwis o grach

  2. Post #2
    czituch
    Avatar sarniuszek
    O użytkowniku

    Dołączył
    2468 dni temu
    Mieszka w
    wygwizdowie
    Wiek
    23
    Postów
    1,757
    Status
    Offline
    Społeczności
    parodia

Odpowiedz na ten temat
Zobacz także...
  1. 1. Rambo: The Video Game (2014) - Gry na Konsole

  2. 3. Rambo: The Video Game - Dyskusje o grach

  3. 4. Rambo II - Rambo First Blood Part II (1985) - DVD/HD/BluRay - Filmy, seriale i bajki